Ludź Bez Twarzy…
Utrawalanie szablonu, złego szablonu najlepiej mi wychodzi. Tak ciągne juz od 2006 roku, coraz częściej to sie teraz dzieje. Zawsze bo ostanim słowie, pojawia się niesmak, żal, skrucha… Lecz to za mało, kiedyś kończy się nawet anielska cierpliwość! Myśli destrukcyjne są teraz u władzy mojego umysłu, już go ogarneły. Trace panowanie nad sobą, niszcze to co cenne i wiele dla mnie znaczy. Nienawiść mnie ogarnia i nie pozwala uszanować tego co “święte”, co dawało mi jednocześnie siłe do życia. Tak jestem egoistą, robie to samo co kiedyś ktoś testował na mnie. Zachowuje się jak bydle! Tak staczam się, upadam coraz niżej moja twarz jest coraz bardziej mglista i nie do zniesienia, od dna się nie odbije bo jest wklęsłe albo go wogóle niema. I po co żyć, skoro wszysko to co nadawało jaki kolwiek sens mojemu bytowi na tym świecie się rozmyło a ja stałem chodącą … Z każdą chwilą robie z sibie jeszcze więszą cholewe. Czy komuś takie mu jak ja moż wybaczyć kolejne takie samo świństwo? NIE! Pozostały wspomnienia dawniej świetności Eh… Pozdrawiam Sebath…
Teraz to musisz się wziąść w garść. Wiem, że to trudne… szczególnie w twojej sytuacji.
Olivia
October 13, 2008 at 4:17 pm